001 nieuchronność
ojcowie odchodzą wcześniej. niespodziewanie
jakby w interesach odbywali kolejną podróż
po jakimś czasie wietrzeje zapach wody kolońskiej
i białe koszule nie szeleszczą na sznurze

matki wydają się być ze stali. przynajmniej do czasu
można im podrzucać dzieciaki jak kukułcze jajka
uskarżać na parszywy los. opowiedzieć tajemnicę
której i tak się domyślały. zrozumieją. wybaczą

są święte. ale o tym dowiadujemy się zbyt późno
jeszcze próbujemy przekupić je kolejnym stentem
platynowym implantem. tytanową protezą. bezskutecznie

odchodzą w obce światy. dręczone szponami rurek
w przerażającej plątaninie przewodów i zapachu lizolu
bezradnie oczekując na uścisk bliskich dłoni
17.07.2005  ::    skomentuj (1)
002 telepatia
coraz częściej zdarzają się dziurawe noce
budzę się by przesłać telepatyczny przekaz
potem modlę się by dotarł do adresata

wciągając w to ducha mojej matki. zazwyczaj
Jej się udawało załatwić najtrudniejsze sprawy
teraz sprawdzam czy nadal mnie słyszy

ten ktoś jest tutaj najważniejszy. decyduje
o tym kto otrzyma pracę. to drażliwy temat
wielu z ukosa patrzy na ręce. z zazdrością

pewnie każdy z nich modli się o to samo
nie wszyscy mogą być wybrani. najczęściej tacy
których ojciec lub matka nie zdążyli odebrać

pierwszej emerytury. bo to nie jest żaden wybór
a zwykły przypadek że los bierze sprawy
w swoje ręce - sypiąc kolejną grudkę ziemi

                         marzec 2004
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
003 na progu ucichnie tęsknota
trzeba być daleko jak nigdy przedtem. odgadywać obce słowa
i własne myśli. zamknąć oczy i widzieć dokąd idziesz
przybliżać i oddalać. omijać nieistotne. wierzyć

wrócisz. i opowiesz o domach i ogrodach z magnoliami
pokażesz fotografie i te wszystkie miejsca
którymi zachwycasz się pisząc: szkoda że tutaj was nie ma

chcę wiedzieć jak się czujesz, gdy wieczorem kładziesz się spać
albo siadasz na progu przeszklonej werandy. wiruje różowy śnieg
patrzysz długo a myśli biegną coraz dalej dalej

zebrać w garść. usypać drogi ścieżki powracające. ptak poleci
jeśli zechcesz. niech ma turkusowe skrzydła. a po drugiej stronie
oceanu - twój wymarzony dom. wystarczy wyciąć okna
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
004 * * *
                  Ewie

dni jak latawce nikną pod ołowianym niebem
chwytam koniec sznurka. kruszy się jak liść
życie ma sens. słyszę twój głos i śmiech. piszesz
już coraz krótsze noce. ponad dachami schylone
nieruchomieją sosny. przytulam brzozy. czekam
pociągi przejeżdżają jak widma. wtedy płaczę
żaglówki z nasturcjami połyka niebieska mgła
ołowiane ranki nierozpakowane . nie jest dobrze
będzie dobrze będzie dobrze będzie dobrze
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
005 * * *
pojawiła się jak fatamorgana
szła w twoim kierunku
realna jak wtedy
gdy ją widziałaś po raz ostatni

trzynastoletnią w zielonej sukience
ze smużką zastygłą nad pępkiem
i wiśniowym śladem wielkości pestki

zaczęłaś iść ciągnąc mnie za rękę
nie rozumiałem gdy powtarzałaś
chodź chodź szybko zobacz to ona

nie zobaczyłam
także wtedy gdy dotarliśmy na skraj lasu
i szukali śladów na wilgotnym piasku
płakałaś mówiąc: tutaj tutaj mi zniknęła
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
006 * * *
nie dałam ci synu skrzydeł
na których wzbiłbyś się w górę
gdzie balsamiczne powietrze
światło najłagodniejsze
wolny jak orzeł na skale
uwiłbyś swoje gniazdo
i serce matki roztańczył
zachwytem zwilżył oczy

nie dałam ci synu pancerza
którym byś okrył się szczelnie
przed brudem tego świata
skrytym ciosem uchronił
tak boli ta bezradność
za ciebie za siebie za wielu
złe moce ogromnieją
kradnąc ciepło z dłoni
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
007 * * *
ojciec ciągle nie miał dla mnie czasu
nie miał dla mnie czasu
dla mnie

zachlapałam biurko kleksami
zachlapałam

poszarpałam rozłożone papiery
poszarpałam

a gdy rozgniewany chciał mnie ukarać
mnie ukarać

powiedziałam:
odejdź - teraz ja piszę
ja piszę

rozbawiony wziął mnie na ręce
wziął mnie na ręce
rozbawiony
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
008 * * *
                 Jurkowi W.

ostatni wiersz
ostatnia kromka
nie odgadnione

zobaczysz
jeszcze będzie pięknie
jeszcze będzie wspaniale

już ranek zbudź się odepchnij koszmary
słyszysz - skowronek nawołuje w tańcu
słońce zbiera diamenty rozrzucone nocą
by ozdobić królestwa przepastne witraże

nim zasnęłam księżyc wykąpał się w lesie
we śnie zobaczyłam czarne skrzydła ptaków
rozcinały błękitność jak stado szarańczy
mama oczy podniosła i patrzyła w niebo

potem ktoś się zatoczył i upadł na ścieżkę
łzą gorzką jak miłość gdy jest i odchodzi
napełnił puste brzegi martwej rzeki ogniem
i spłonął jak gwiazda na skraju ciemności

wstać pora. już świta poranek baśniowy
poprzez korony sosen rzuca złote błyski
potem kąpie się w rosie prawie do południa
i zbiera haftowaną mgłę do wielkich szuflad
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
009 Czas podróży
                   Jurkowi Ciszewskiemu

Jak mur nieprzebyty dzieli mrok od blasku
Tak nas od siebie oddzieliłeś nagle
Tylko pamięć została jak bursztyn na piasku
Jak okręt co odpływa ze złamany żaglem

Pieśń nie będzie jasna bo kirem okryta
Ale wspomnienie wciąż tak bliskie drogie
Nigdy nie zgaśnie jak pamięć o Tobie
Głęboko w sercach przyjaciół wyryta

Gdy hymn ostatni niosło echo dzwonu
Płacz się wyżalił wśród kwietnej powodzi
Dzień trwał majowy bez deszczu i gromu
Ty odpływałeś na świetlistej łodzi

W ocean ciszy i w lustro błękitu
Gdzie bezgranicznie zielona równina
Kończy widnokrąg a drugi zaczyna
I dzień trwa jasny od świtu do świtu

Tam gdzie nie dotkną się nawet spojrzenia
Skarg nie usłyszysz nie zobaczysz cienia
Gdzie myśli błądząc malują obrazy
Zda się piękniejsze od świateł witraży

Lecz czy w nich prawda się jakaś zawiera
Czy tylko wiara która ufać każe
W bezkres prowadzi i w złudne miraże
Coraz wspanialsze podwoje otwiera

Cóż może jeszcze olśnić tak do końca
Poruszyć serce by mocniej zadrgało
Czy świt w ogrodach Może zachód słońca
To niemożliwe Wszystko to za mało

                        8.05.1993 r.
17.07.2005  ::    skomentuj (1)
010 Nadzieja
Skąd ta nadzieja że jeszcze raz dotknę
Oczu twych płomień barwę słów usłyszę
A puls księżyca w poświacie wieczoru
Będzie jak wtedy z mgły wyławiał ciszę

Jak piórko ptaka zgubione na wietrze
Tak nieopatrznie przebiegłeś mi drogę
Niosąc w ramionach żar słodkiego lata
I chwile szczęścia tak bardzo mi drogie
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
011 A w maju serca takie młode
         Wiosna jak szalony artysta
         rozpryskuje zieloną soczystość
         z nieprzebranego źródła nadziei


Znów wrócił maj złocony mleczem
Ważki nad wodą i kaczeńce
W koronach drzew zatęsknił słowik
I śpiewa tak jak moje serce

Czemu nie wracasz szczęścia chwilo
Tak trudno ci odnaleźć drogę
Przecież otwieram drzwi i okna
Cóż jeszcze więcej zrobić mogę

Serce zmęczyło się zapachem
Bzów i konwalii - może wiśni
Ale wystarczy oczu płomień
Wystarczy tylko byś się przyśnił
17.07.2005  ::    skomentuj (1)
012 Czy ja muszę lubić jesień
Czy ja muszę ciebie lubić O jesieni
Wiatrem targasz i unosisz pył do góry
Nawet ptaki opuszczają ciepłe gniazda
Nawet słońce chowa głowę w szare chmury

Zamieniłaś piękne kwiaty w smutne osty
Trawy zblakły sterczą suche ich łodygi
Srebrną nicią pospinałaś czerwień liści
Potargałaś koralowe jarzębiny

To przez ciebie muszę chodzić w grubym swetrze
Ścierać błoto suszyć przemoczone buty
W piecu palić aby ogrzać dłoni sople
No więc powiedz czy ja mogę ciebie lubić

I nie można twego smutku w wiosnę zmienić
Ten największy zarzut dzisiaj stawiam tobie
Znowu za rok wrócisz w złocie taka sama
I nic na to nie poradzę Nic nie zrobię

Tyle w tobie melancholii tyle wzruszeń
Dni przebytych utraconych bezpowrotnie
Dzisiaj znowu mgłą otulasz długi wieczór
Patrzysz w niebo Zamyślona stoisz w oknie
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
013 jeszcze w zielone gramy
taras zalany ciepłym blaskiem poranka
wynoszę bure osowiałe kojoty
wytrzepuję sójki z wełnianych kołder
stawiam kokilkę i zapraszam szerszenie
samotne pszczoły na ucztę

winogronowy rezonans nicnierobienia
solo dla dwojga uszu jak kamień z serca
bezpiecznie zamykam pozycje
spalam się spektakularnie
poddaję sublimacji
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
014   l i s t
piszę do ciebie ten list żeby ci powiedzieć
że odkąd tamtej zimowej niedzieli
odjechałaś
tym wielkim białym samochodem
z tymi obcymi ludźmi w białych fartuchach
nie umiem przestać o tym myśleć

piszę do ciebie ten list żeby ci powiedzieć
ze odkąd tamtej wiosennej niedzieli
odjechałaś
tym wielkim czarnym samochodem
z tymi obcymi ludźmi w czarnych garniturach
nie umiem o niczym innym myśleć

a do tamtego domu
który wciąż przywołuje sny
już nie zaglądam
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
015 modlitwa
gdy niebo nad głową roztrzaskuje się jak filiżanka z porcelany
a cały porządek ugładzonego świata
zamienia w strzęp pomiętych prześcieradeł

gdy życie przetacza się korytarzami przewodów
jak słońce ku zachodowi kroplą stygnącej krwi
modlisz się żarliwie o przedwczorajszy dzień

o jeszcze jedno spojrzenie
na cichą zatokę z żaglem łopocącym
na słoneczników złote pole

i niechby już wrócił dawny ład
kiedy świty i zmierzchy splatały się
jak pasma warkoczy
zegary wirowały jednostajnie
można było przywyknąć
zrozumieć

teraz nie wystarczą prośby ani obietnice
aby zmyć lepki popiół nocy
zawrócić na tamten brzeg
zapomnieć

już nie zmarnuję żadnej z chwil
tylko daj mi szansę
jeszcze raz
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
016 * * *
nie możesz odejść latem
bez wody spękają usta
i stopy wielce utrudzisz

szary kurz tak rani błękit
-- nie odchodź

nie możesz odejść zimą
biel porazi źrenice
i ścieżki zgubisz w zamieci

tak łatwo odmrozić dłonie
-- nie odchodź

nie możesz odejść wiosną
kwiaty zakwitną
              i ...

dlaczego
nie poczekałaś...
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
017 spacer w błękicie
                  pozdrowienia z Łeby

linia horyzontu oddalała się szerokim łukiem
i łączyła z linią lasu docierając do brzegu
przestrzeń błękitniała niczym pofalowana tafla jeziora
ze smugami szmaragdu i jeansowym kolorem horyzontu

co kilka metrów dwa rzędy porośniętych mchem pali
chlupocząc i mlaszcząc rozcinało strzępiaste jęzory
pomiędzy nimi para kaczek wybierała wodorosty

na najdalej wysuniętym falochronie samotna mewa
cierpliwie czekała na zabieganego partnera
zaobrączkowany szary gołąb w zielonym szaliku
spoglądał wyniośle wydziobując tajemnicze owady

pawie oczka oszlifowanych kamieni zwilżane przypływem
błyszczały niczym diamentowy naszyjnik
kieszenie mojej kamizelki były coraz cięższe
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
018 pomiędzy jawą a snem jest czas na rozmowę
biłam cię drewnianą szczapą. zardzewiałą hantlą
jakimś łańcuchem młotkiem kablem od żelazka
nawet się nie broniłeś. przyginałam kark. deptałam
choć z obawą że mogę przełamać rdzeń kręgowy

zbudził mnie łoskot pociągu i szczekanie psów
świtało. ptaki wyśpiewywały arie. raz po raz
dzwonił kos. szklanka wody stała w zasięgu ręki
z rynien jednostajnie znajomo stukały krople

ale ty wciąż żyłeś. nie nie płakałam. mogłam tylko
krzyczeć bezgłośnie. nawet się nie wypierałeś
dowód był w zasięgu wzroku. przez wszystkie lata
płaciłeś aby milczał. i teraz znowu to drugie...

drzewa w ogrodzie rozpoczynały codzienny spacer
z firanki uwolniłam motyla. trzepotał nad tarasem
aż usiadł na zielonych poduszkach winorośli
cisza pachniała aromatem kawy. kwitły mandarynki

... nic o tym nie wiem. pewnie też jest twoje. jak mogłeś
to tak ukrywać. jak mogłam być ślepa. ślepa jak kret
bezsilność tańczyła sznurem na wietrze. spadałam
bez spadochronu. głową w dół. jeszcze chwila...
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
019 kobieta potrafi
         ...tyle razy chciałam być mężczyzną
         ale żeby zaraz o tym wiersz pisać...


ledwie dotykając pedału gazu
próbowałam uruchomić czerwony motocykl brata
(bez wciskania sprzęgła). gasł za każdym razem
bo pewnie skończyłoby się kilkumiesięcznym gipsem

potem na drodze ze szkoły uczyłam dzieciaki
wojskowej dyscypliny: "baczność-spocznij-padnij-czołgaj-się"
zakwalifikowano to jako zabawę
i zbagatelizowano moje zapędy do szkoły wojskowej

ale prawdziwą frajdę sprawił mi własny motocykl
mogłam dokręcić gaz do dechy. poczuć pęd wiatru we włosach
zobaczyć zachwyt w oczach kumpli gdy prosili:
"no daj się przejechać kawałek"

pamiętam jak po raz pierwszy wsiadłam do wielkiej ciężarówki
i wjechałam w łan pszenicy (myląc w lewo na prawo)
albo za kierownicą już własnej szarobłękitnej syrenki
gdy zjeżdżałam na pobocze każdemu facetowi z naprzeciwka

tak faceci muszą się przebierać
żeby choć przez chwilę poudawać
a kobiety nic robić nie muszą
- one potrafią być mężczyznami
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
020 but z lewej nogi
co za jełop z tego pitagona popsuł nowiuśką piłę
wymyślił sobie że to radziecka pralka. włączysz
- chodzi a po godzinie gotowe i w kostkę poskładane

no więc ciął przecinał wycinał przycinał wywracał
mokry aż w oknach nosy do szyb co miało znaczyć
jak bardzo podziwiają jego szewskie zacięcie

myślał jełop że to sala operacyjna i przyszywa
ośle uszy co je wieźli na sygnale żeby schodzili
z drogi a nie po to aby się nie rozpuściły na całego

trociny zbierał w pękate reklamówki ze stokrotki
pozawiązywał supełki i zaniósł do piwnicy pod stół
będzie robił materacyki dla lalek albo i same lalki

barbi jest za chuda i łamie lakierowane paznokcie
a na rajskich jabłuszkach zielona i kwaśna skórka
skręcona w maszynce do mięsa na zimę jak talala

mówię - pitagon nie żłop tanich wynalazków
kupuj imbirowe niech warka szleja się z żywcem
mezalians na cztery fajerki gasną fajerwerki

i pstro robi się w oczach od iskier z lotu ptaka
szachownica potrzaskana i pionki poszły w tryby
w tibi mater na sybir wracają parami raz dwa

zimne nóżki podaj cytrynę i rach-ciach kontrabas
cura w pomarańczach chrupiąca skórka palce lizać
polewaj a kysz biała mysz

                            sierpień 2004
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
021 hula-hoop
chowam się za drzwiami i naśladuję kukułkę. czasem
wchodzisz pod stół i bawimy się w chowanego. udajemy
przez ażurowe oczka nic a nic nie widać. zabawa

łuk należy do twego wnuka. obiecaj że wrócisz
pozostanę żywy jak drzewo wokół którego toczy się świat
wspieraj mnie dopóki nie wypełnię przeznaczenia

nieście mnie chmury nieście ptacy. pod stopami niebo
nad głową niebo. jutro odbiorę wszystko co do mnie należy
a głos myśli płynie dalej dalej...

nie boję się dopóki jesteś przy mnie. nic nie jest piękniejsze
niż własny świat który jest w zasięgu ręki
księżniczki nie tarzają się w łajnie. ujeżdżają lwy

popijają nasienie winem. spadają z konia
na kruchej jak lód przezroczystej skórze wytryska czerwień
za wcześnie na zachwyt i ból

ciało obsypane złotym pyłem. hasło-odzew: byle się udało
dary: potrawy i ryż w bezcennych naczyniach z brązu
jadeitowa zbroja połączona złotą nicią a w środku popiół i pył

na nic zda się złote runo. ani koh i noor - królewskie ozdoby
czas czyni wszystkich równymi. tak niewiele potrzeba
by nakarmić odziać zdjąć ze ścian złocone ramy

z rąk do rąk. doktryny dogmaty. głębsze poznanie
zwiększa ufność. dziel i rządź. nosisz białą szatę
zbawiciela. kto napnie łuk - w nagrodę - hurysa

                          listopad 2003
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
022 długa podróż
nie mogę przysiąc że nie myślę o nim. ale inaczej
zupełnie inaczej deszcz pada zimą a inaczej latem
gdy szumią drzewa i wzbiera potok i tak szemrze
śpiewa nocna ulewa. wtedy myślę o nim. bo nocą
oczy ciemności płoną i migocą. i błądzić każą
po górskich wertepach

wciąż takie same jak wtedy - manowce. cudne
splątania znaczone szyszkami. na leśnych ścieżkach
płonęły paprocie. płynęły za nami jak morze ognia
niegasnące zorze. dotykiem tkliwym pośród ziół na łące
wirowały wody pod błękitem nieba. i rosła cisza
jedna na tysiące gdy chcesz zatrzymać szczęścia łzy
w ramionach tulić

czy trzeba coś więcej...
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
023 czerwiec pachnie jaśminem i lipą
cicho szczerbiec (nie szczekaj);
siadaj. upał. drzemią drzewa
zaplątane w dzikie wina domy lśnią
wypachniało bzem w ogrodach
przetańczyło kwiatem w drzewach
uśmiechnięte okiennice jak ramiona
do powitań; ( w takiej chwili
tylko milczeć głaszcząc psa )

cicho szczerbiec ( nie szczekaj )
dobre buty i ulice w białe pasy
jakby wprost do europy
wyznaczały nowy szlak. stadion hala
kryty basen. amfiteatr - festiwale
by Klimczuka zapomnianą
śpiewać pieśń ( sprzed pałacu
z piskiem opon ruszył wóz )

cicho szczerbiec ( nie szczekaj )
przed fontanną skrawek bruku
a z dziedzińca tak jak niegdyś
rusza w bór król Stanisław z rycerzami
słychać tętent w leśnych chaszczach
gdy strzał śmignął sarna znikła
kozie nic zakrzyknął król ( wracajmy
cicho. szczerbiec do nogi )
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
024 zachód
na horyzoncie gaśnie płomień
w szmaragdu bezkres zanurzony
różową magię zmierzch unosi
w nagrzane ciszą drzew korony

zbieram bursztyny w mokrym piasku
a stopy tańczą w takt symfonii
kolejna piana zmywa ślady
kamyki sypie wprost do dłoni

wieczór się topi w oceanie
złotawym różem twarze zdobi
płonąca tarcza blasków znika
jak żeglarz na samotnej łodzi
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
025 wiersze rodzą się bo tak im wygodnie
wystarczy rzucać
słowa
jak chmurki w błękit bezkresu

a wkrótce spadną jak grad
jak deszcz
spłyną rynnami pól

ziemia wchłonie zapach
drzewa zafurkoczą zielonymi skrzydłami
rozbłyśnie stubarwna tęcza

a resztę
sam zobaczysz
jeśli będziesz chciał
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
026 majówka integracyjna
już w trakcie zajmowania miejsc nastąpił podział
na biznes klasę gdzie coraz częściej strzelały korki
a butelki na zakrętach nabierały oznak nieważkości

ośmielona reszta nie próżnowała krążąc pomiędzy
niczym zakonnice na polu po ściętej kapuście

droga wydłużała się jak gumka u majtek
podczas podlewania przydrożnych krzewów
(można było gasić pragnienie w ramionach kleszczy)

o czwartej rano wskazówki spadły tnąc łyk powietrza
ślimak skurczybyk zakleszczył rogi w zroszonej trawie

poranek wytoczył drabiniasty wóz z balami drewna
opuchnięty jak terenówka zatopiona w bagnie
utaplani uchachani smakowali radość na wertepach

punkty zdobyte obserwacje podsumowane śpiew i skok
na bangee zakwalifikowano jako preludium dla samobójców

i najważniejsze: zbiorowy koncert na bębenkach pod wodzą
afrykańskiego pasjonaty. miodzik. mówię wam istne cudo
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
027 przemiana
          i przyszedł dzień
                 kiedy wino zamieniło się w wodę

oślepiał ją wewnętrzny blask
zamykała oczy i oddawała się wyobraźni
wierzyła słowom w najdrobniejszym szczególe
nawet intuicja nie poddawała w wątpliwość
wyroczni sądów

to geniusz szeptali przyjaciele
jest wielki poklepywali po ramieniu
mistrz nad mistrze szeleściły uśmiechy

a ona lękała się dotknąć jego rękawa
strzepnąć pyłek z klapy marynarki
życie całe czekała by był by istniał
jak dzikie wino odradzające wiosnę

obejmowała spojrzeniem wieżyczki dachów
i kamienne płyty pokryte omszałym dywanem
modliła się o deszcz gdy wszystkie znaki
na niebie i ziemi zapowiadały porę suszy

aż do dnia w którym zrozumiała
że jest bez winy
a on jest tylko człowiekiem
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
028 w rytm szlagieru
           bierz życie jakim jest
                  na drugie nie masz szans


ten pan z melancholią w oku
unosi głowę jak zdziwiony gołąb

obdarza niepewnym uśmiechem
białą spódniczkę tej pani

wpółobjęci płyną parkietem
jak dwa koła ratunkowe

biegną jak dzieci przez kretowiska
na ulubione huśtawki w ogrodzie

zasiadają w szkolnych ławkach
wciąż młodzi i szczęśliwi
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
029 odłamek
utkwił gdzieś w okolicach krzyżowo-biodrowych
nie usunięty scyzorykiem przypomina
obowiązki bez respektowania praw

jakby można było żyć
bez narodzin i bez umierania
17.07.2005  ::    skomentuj (0)
030 boczna furtka
wymykałaś się jak złodziej
szczeliną niedomkniętych ramion
jak wiatr przenikałaś zasłonę obaw
i rozbijałaś namioty marzeń
ponad moimi lękami

(boczna furtka otwarta na pokuszenie)

kusiły rozległe łąki ciepłe splątane trawy
zatapiały samotność w ptasim jazgocie
leśny zapach żywicy obejmował skronie
zniewalał gorzką niepewność milczenia
17.07.2005  ::    skomentuj (0)